piątek, 19 października 2012

Pierwsza wycieczka w las

Od dosyć dawna marzyło mi się wstać rano, ubrać się i iść do lasu po prostu pochodzić.
I udało się. Po wielkiej próbie mobilizacji w niedzielę dnia 14 października spakowałem plecak i poszedłem na nasze Hałdy kopalniane.

Tutaj w wielkim uproszczeniu trasa jaką pokonałem:

Mapa na osobnym serwerze


Moim celem było dojście do rzeczki Folusz i dalej jej nurtem iść w kierunku hałd.

Dalej było już prosto. Przynajmniej na razie. Łąki i krzaki - żadne wyzwanie.
Postanowiłem przedostać się na druga stronę. Mimo, iż strumyczek nie był szeroki i można byłoby go przeskoczyć, próbowałem znaleźć jakieś przejście.


Po prowizorycznej "kładce" przedostałem się na drugą stronę. Jak się później okazuje niepotrzebnie.
Drogę zagrodziła mi rzeczka Kiełbaska. Przez nią już nie da rady przeskoczyć niestety...



Zmuszony byłem iść wzdłuż owej rzeczki. Wiedziałem, że dalej przede mną będzie jakiś most. 
Czekała mnie wyprawa pod górę, przez krzaki, lasy i nie wiadomo jakie inne chaszcze jeszcze.

Z pomocą przyszła mi sterta drewna z której mogłem wybrać sobie kij. Wystrugałem, obciąłem gałęzie i miałem już mojego małego pomagacza.
Za chwilę zobaczyłem most. Miejsce mojej przeprawy przez rzeczkę.


Most kolejowy. Tory prowadzą z Elektrowni Adamów do kopalni we Władysławowie.
Później podróż była już prosta. Torami, kawałek drogą i miedzą przez pola. Wejście w wieś Chlebów wiązało się z dziwnymi spojrzeniami miejscowych. A przecież nie wyglądałem jakoś dziwnie. Wojskowy plecak i mundur niemieckiej armii ;)
Po drodze sad, czyli kilka jabłek zerwanych na drogę.
Przemarsz przez pola i miejsce pierwszego postoju. Patrolówka pod samym wzgórzem.

Chwila postoju, łyk ciepłej herbaty i pora się zbierać pod górę.
Nawet nie sądziłem, że przejście tą stroną będzie tak zarośnięte. Wszędzie pełno młodych drzewek, iglaków i brzóz i ja z kijem w ręce przedzierający się przez ten gąszcz.

 Lecz widok całkiem fajny na panoramę Turku. Może to nie to samo co w górach ale jak na nasze warunki tez daje rade!

Po wdrapaniu się na koniec tej trasy stanąłem na drodze przez hałdy. Wiadomo - prościej byłoby iść nią do domu lecz to bez sensu. 
Niedaleko była stara ścieżka prowadząca do jezior w głębi gór.

Idąc spotkałem paru grzybiarzy. Coś tam mieli w koszykach lecz jak to mawia mój tata: 
Grzybek z hałd to nie grzybek bo nie ma zapachu lasu.
Zbliżałem się do celu mej podróży, czyli własnie tych jeziorek. Tam usiadłem, posiliłem się trochę kiełbasą i herbatą.

No i pora do domu.
Nie bardzo miałem koncepcję jak wrócić. Postanowiłem więc (wiedząc, że dom jest na zachód) iśc w wybranym kierunku. Kawałek drogą a później prosto przez las.

Droga w dół była już prosta. Malutkim wąwozikiem praktycznie zszedłem na sam dół.
Dalsza część drogi była dla mnie najnudniejsza. Świadomość, że trzeba iść już do domu i to drogą asfaltową nużyła mnie. Jakoś dałem rade od czasu do czasu skracając sobie ścieżkę przez pola.
Wyruszyłem około 10 rano. W domu byłem lekko po 13.
Jak na pierwszy raz wycieczka była dla mnie bardzo pozytywna.
Trzeba będzie powtórzyć. Tyle jest ciekawych miejsc w okolicy do odwiedzenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz